piątek, 15 lipca 2016

Rozdział 2



Następnego dnia wstałam, bardzo rano,  była godz. 6:00. Po podniesieniu z łóżka poszłam do łazienki, zżuciłam z siebie ubrania i wieszłam pod gorącą wodę. Spłukałam z
siebie wszystkie brudy, następnie wyszłam z pod pysznica, wytarłam się, umyłam zęby i ubrałam. Nałożyłam podkład i pomalowałam rzęsy. Postanowiłam dzisiaj nie malować
oczu, bo i tak nie będę dzisiaj niegdzie wychodzić przynajmniej nie planuje. Zeszłam na dół, wyjęłam mleko z lodówki i nalałam sobie do szklanki. - Fu ! To mleko
jest skwaśniałe ! -natychmiatowo skierowałam się do zlewu i wyplułam napój. Postanowiłam pobiegć, awięc przebrałam się w dres i wyszłam na ciepłe letnie powietrze.
Biegłam ulicą prowadząca do głównego parku w Stratford. Zatrzymałam się i usiadłam na ławce, ale natychmiastowo tego pożałowałam. Moi rodzice siedzieli tam siedzieli i
rozmawiali z... nieuwieżcie...z... Jasonem. - o hej - powiedziałam nieco zawstydzona - co wy tutaj robicie, nie powinniście być w pracy ?
- Nie  oddzisiaj mamy wolne kochnie- mama przerwała tacie- rozmawiamy sobie tutaj z Jasonem na temat waszego wyjazdu do Nowego Jorku.
Moi rodzice bardzo lubią Jasona, nie zdążyli go jednak poznać jako mojego chłopaka tylko Lusi. Twierdzą, że to jest naprawdę kochany chopak nie zdolny do zdrady.
-A o czym dokładnie rozmawiacie ? - miałam podejrzenia, ale modliłam się żeby to nie było to -Jason pojedzie z wami do Nowego Jorku - tata się uśmiechnął.
- Coo ?? -rozszeżyłam oczy - Ale po, co ja nic nie rozumiem ?! - Krzyknęłam i odeszłam
- Lola zaczekaj ! - słyszałam krzyki za mną, lecz je kompletnie zignorowałam. Jak  ?! On ? To jest mój były ! - Nie nie pozwalam !- krzyczał głos w mojej głowie .
Otworzyłam drzwi od domu i zobaczyłam Lusi sidzącą na kanapie  wpatrującą się we mnie.
- Ej siostra wszysko, ok  ? - okej ? Jak ona mogła myśleć że wszystko ok ? - NIC, nie jest okej !
- A możesz mi chociasz powiedzieć co się stało ? - Lusi patrzyła się na mnie jak bym zabiła jej chłopaka. Chciałabym.
- Wiesz z kim jedziemy do Nowego Jorku ?! - zapytałam retorycznie- No chyba sam...- zaczęła mówić.
- I co ? dostałaś to co chciałaś ?- powiedziałam zapłakana - Jason jedzie z nami.
Lucy szczęśliwa, nic nie mówiąc pobiegła do swojego pokoju, najprawdopodobniej żeby zadzwonić do swjego chłopakaa. Bitch - she is only bitch.

*Dwa miesiące później*

Przez te dwa miesiące nic specjalnego się nie wydażyło, rodzice znalaźli nam małe mieszkanko na Manhatanie. Znam już nawet nazwiska naszych sąsiadów :
Państwo Lenox pod nami i Państwo Black nad nami. W bloku mieszkają przeważnie starsi ludzi lecz w wielkim apartamencie na szczycie wieżowca mieszka Pani Bieber z
trójką dzieci : Jazy, Jaxonem i Justinem. Jazmyn ma 16 lat, Jaxon 13, a Justin 18. Podobno Justin i Jazmyn chodzą do tej samej prywatnej szkoły co zostałam zapisana
z Lucy. Boje się tych dzieci. Ubrane w garnitury kujony ze szkoły prywatnej. Najgorsze wyobrażenie mam do Justina - pedalski blondynek, ugh.
- Dziewczyny wsiadajce do mojego samochodu, a tata i Jason zawiozą twoje auto na statek. - powiedziała mama żegnając się z tatą -papapa kochanie.
-Dobrze - odpowiedziałyśmy z Lucy chórkiem.
Droga na lotnisko przesiedziałyśmy w milczeniu, mama próbowała nawiązać rozmowe pytaniamy typu " Jak się czujecie " i "Czy będziemy tęsknić" . Nasze odpowiedzi zawsze
były pozytywne.
Droga na lotnisko trwała ok. 30 min. Kiedy dojechaliśmy na lotnisku czekali już tata i Jason. Oznajmili, że moje auto zostało poprawnie wtawione na statek.
Bilety lotnicze mieliśmy na 13, więc powinniśmy doleciec na ok. 17 .
Odbyliśmy odprawe i wsiedliśmy do samolotu. Dolecieliśmy mnie więcej tak jak się spodziewałam. Okazło się, że mój samochód będzie dopiero za tydzień, a więc do szkoły
będę musiała jeździć z sąsiadami, a do baletówki będę brać taxi.

*
Gdy weszliśmy do mieszkania z moich usta wydobyło się "WOW". To niby miało być małe mieszkanie ?! To był ogromny apartament !. Zostawiłam rzeczy w moim pokoju,
założyłam buty i poszłam się rozejrzeć po okolicy.
Gdy wyszłam na świeże powietrze poczułam jak para oczu na mnie spoczywa. Obejrzałam się i zobaczyłam niezwykle przystojnego chłopaka. Chłopak zaczął powoli do mnie
podchodzić.
- Hej ty jesteś pewnie ta nowa sąsiadka, tak ? - łobuzersko się uśmiechnął .
- Niewiem, Jestem Lola. - odpowiedziałam niepewnie - Miło poznać, jestem Justin Bieber - moje serce się zatrzymało, czy ten przystojniak przedemną powiedział, że
nazywa się Justin Bieber ? Nie, napewno nie źle usłyszałam, spuszczone spodnie, wysokie supry, wygolone boki, postawiona grzywka, tatuaże na rękach i te brązowo-
-miodowe oczy, w których można utonąć.
- Przepraszam jak - zapytałam niepewnie -jak się nazywasz ?
-  J u s t i n  B i e b e r - przeliterował - coś nie tak z moim imieniem ?
- Nie, wszystko ok tylko.. Wszystko okej ! - spojrzał się na mnie zdziwionym wzrokiem - Wisz koleżanko myślę, że nie tak się zaczyna znajomość ! - oznajmił i odszedł
w strone bloku.
Co to za przystojny D U P E K ? Co znaczy, że nie tak się zaczyna znajomosć ?! Ugh nienawidze go ! Zrezygnowałam ze spaceru i poszłam do mojego mieszkanka.

Justin's POV

Zachowałem się jak dupek, mówiąc, że nie tak się zaczyna znajomość. Lola była tak piękna, polubiłem ją odrazu tylko bałem się, że zaraz powiem coś nie odpowiedniego,
więc zakończyłem rozmowę, tylko jak widać nie umiem kończyć rozmów ! Boje się co będzie jutro. Muszę ją wozić przez tydzień do szkoły puki jej samochód nie przypłynie,
ale z drugiej strony to będzie lepszy powód, żeby ją lepiej poznać. Będzie ciężko zrobiłem na niej kiepskie pierwsze wrażenie, ale mam nadzieję, że to naprawię.
Poszedłem do swojego pokoju zatrzasnąłem drzwi, odsłoniłem okno, aby zobaczyć Lole poraz ostatni dzisiaj, ale jej niestety już nie było.
Zasłoniłem okno poszedłem do łazienki rozebrałem się i wziąłem prysznic. Biorąc prysznic obmyśliłem jutrzejszy dzień, następnie wytarłem się, przebrałem w czyste
bokserki i poszedłem spać.
Następnego dnia obudziłem się o 7 :15 , ubrałem się umyłem wziąłem jedzenie, które zapakowała mi mama pożegnałem się z rodzeństwem i wyszedłem.
Lola czekała już na zewnątrz, opierając się o o znak P (parking).
- Hej -powiedziałem nie czekając na odpowiedz- nie powinnaś być ze swoją siostrą i Jasonem.- uśmiehnąłem się łobuzersko.
- Jason zerwał z Lusi i w nocy miał samolot - Lola usmichnęła się na całą twarz ukazując szerek białych zębów.
-Czemu jestes taka szczęśliwa nie powinnaś się smucić razem z siostrą ? - Lola spojrzała na mnie.- Nie interesuj się tylko zawieź mnie do szkoły !
- Dobrze, Dobrze.  - powiedziałem stanowczo.
Ciekawe dlaczego ona się  tak wzbórzyła. Choćby niewiem co musze się dowiedzieć.- Wsiadaj- powiedziałem otwierając Loli drzwi. - Dzięki- odpowiedziała.
Dobra, czas zacząć plan poznania Loli.
- Awięc będziesz chodzić do szkoły baletowej mojej mamy tak ? - jej oczy prawie wysoczyły z orbit jak to powiedziałem - Cccooo ?- wyjąkała
- Balet High School to szkoła twojej mamy ?- zapytała zszokowana- Tak ! - uśmiechnąłek się łobuzersko.
Reszte podróży przemilczeliśmy, aż zaparkowałem samochód na podjeździe prywatnej szkoły.

___________________________________________________________________

Miałam dlugą przerwę, mam nadzieje, ze jeszcze tu jestescie. Ten rozdział pisałam około 3 lat temu, więc nie wiem jaki jest :) ale mam nadzieje ze sie spodoba :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz